::goście, goście::

2009
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
2008
grudzień
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
przedostatni walc


Wicie co?
Trzeba wiedzieć, kiedy wstać i wyjść.
Coś mi już pisanie tego blogaska nie podchodzi.
Może już dawno powinienem był zaprzestać.
Namówił mnie Kwino, tom po przerwie wznowił pisarstwo...
Ale chyba nie czuję tematu.
Bazylkowi wąs się sypie, ciuchy mi podbiera, do żeniaczki się sposobi, to może już nie róbmy cyrku.
Nic na siłę.
Stópki chlebki, szinke dan oraz no way Miss Jadzia i tak na zawsze w sercach Waszych.
I naszych.
 

Tera podziękowania.
Dziękuję wszystkim moim Przyjaciołom.
Dzięki za życzliwość, wsparcie i tak dalej.
Dzięki za wspólne brnięcie przez hardkory roku 2002 i 2003.
I za współweselenie się w latach pozostałych.
Jestem Wam wdzięczny jak nie wiem co.

Przeżylim piękne chwile, Drugare.
I nikt nam już tego nie odbierze.


To w takim razie strzała dla wszystkich.
I wiecie, gdzie mnie szukać…:)

Ha.



2009-08-14 22:08:31 skomentuj (61)
otwieracz do oczu

Pięć i pół roku cierpiałem, rozpaczałem i błąkałem się po całym świecie w poszukiwaniu następcy mojego kubeczka, który pewnego zimowego, chatynkowego poranka został bestialsko pomordowany przez Bazylka (o zdarzeniu przeczytać można tu).
Aż tu wtem nagle, w sklepiczku sieci London Drugs przy ulicy Broadway moje chabrowe oczy ujrzały z dawna upragniony przedmiot. Identyczny, jak tamten sprzed lat. 

Jest sprawiedliwość.






2009-08-11 17:52:58 skomentuj (4)
świetliki

Czas na podsumowanie Światowego Konkursu Fajerwerkowego. Komisja w składzie, z zapartym tchem zapoznała się z wszystkimi czterema pokazami. Wnioski końcowe są następujące:
*
Kanada dała ciała i zaniżyła do granic możliwości.
*
Afryka zmiażdżyła i rzuciła na kolana.
*
Zjednoczone Królestwo zmiażdżyło i dało czadu.
*
Chiny, wczora z wieczora pozamiatały wszystkich pod dywan.

Przy okazji Bazylek zasunął tekst miesiąca. Kiedy kole dwudziestej drugiej, tuż przed finałowym pokazem, wraz z wielomiliardowym tłumem pocinaliśmy wzdłuż Beach Avenue, Bazylek spojrzał na mnie z figlarnym błyskiem w oku i zagaił:
- Jak w starych czasach, nie?
- Nie rozumiem – stwierdziłem zgodnie z prawdą.
- No, jak jeszcze byłeś plemnikiem, to też w takim tłoku zasuwałeś…

Hmmm. 


P.S. Na dowód, że Bazylkowe poczucie humoru ma się dobrze, najnowszy dowcip z cyklu Twoja Stara. Oczywiście bazylkowego autorstwa: Twoja stara śpiewa w Call of Cthulhu.


2009-08-02 20:39:59 skomentuj (7)
killers behind you

To jest normalne, że nie gadasz z bandytami, jak słusznie zauważył swego czasu Kazik. Więc myślę, że na nasz burzliwy romans z szopami koniec nastał. A przy okazji odszczekuję pod stołem i telepatycznie przyznaję rację wszystkim, którzy nas nachrzaniali i twierdzili, że karmienie szopów to zły pomysł.
Ale po kolei.

Zaczęło się sielankowo. Poszliśmy do zagajnika z całą reklamówką żarcia i na dzień dobry pooglądaliśmy sobie podniebne harce małych szopów, które wlazłszy wysoko na drzewo, pośród gałęzi fikały koziołki. Potem przyszli wszyscy zwyczajowi stołownicy plus kilku nowych gości, czyli stadko dzikich gęsi. Wielkie, postawne maszyny, aż strach było je karmić z ręki, bo w kłębie (czyli bez wyciągania szyi) większość sięgała nam do pasa. No, ale nic to, bo się dziewuchy szybko oswoiły z całą resztą i grzecznie wtranżalały bagietki z cheddarem, fasolkę oraz podwiędnięte truskawki.

Aż tu wtem nagle jeden z szopów pod osłoną chaszczy podkradł się, skoczył na tygrysa i powalił jedną z gęsi na ścieżkę. Po czym chwycił ją za szyję i zaczął ciągnąć w krzaki. Horror, zamurowało nas, Bazylek odwrócił głowę i patrzył na mnie z niedowierzaniem.

Tymczasem na ścieżce trwał przerażający kocioł. Bój był zażarty, gęś walczyła wszystkimi kończynami, ale wyglądało na to, że ten mały sukinsyn ma system. Pozostałe gęsi z sykiem rzuciły się na pomoc, ale wtedy reszta szopów wykonała manewr okrążający i odgoniła ptactwo.
- Co to było? – spytał Bazylek, mocno poruszony. – Ja takie rzeczy oglądałem dotąd tylko w Discovery. Musimy to rozgadać. 

Nie wierzę.



2009-07-27 17:57:58 skomentuj (4)
niebo w ogniu

- Jestem zawiedziony – stwierdził Bazylek po powrocie z pierwszego wieczoru Celebration of Light czyli Mistrzostw Świata w Puszczaniu Fajerwerków, które odbyły się za naszym blokiem, na wodach English Bay. - Jeśli to był pokaz konkursowy, to bój o ostatnie miejsce będzie zażarty - dodał.
- No, słabizna – zgodziłem się. Bo generalnie to Kanada nie należy do fajerwerkowych potęg. Pierwszy raz przekonałem się o tym podczas Sylwestra 2008 nad Niagarą. Potem były popierdółki z okazji Canada Day. I teraz to.

Już pięćset razy lepsze były ognie z okazji 900-lecia Jeleniej Góry, że nie wspomnę o petardowej uczcie, jaką zasunąłem mieszkańcom ulic Spółdzielczej oraz Buczka (oczywiście w BC) w sylwestrową noc, jakie cztery roki temu, kiedy to z Biedronki przywiozłem na sankach bombę o nazwie Mega Sphinx Hard Core. Tu se można poczytać o tym wiekopomnym zdarzeniu.  

Ale powróćmy do Celebration of Light. Ducha nie gasimy i czekamy na popisy konkurencji. Pojutrze puszcza Południowa Afryka, w przyszłą środę Angole, zaś na wielki finał Chińczycy. Może się dziać. Tym bardziej, że według przewidywań organizatorów, imprezkę odwiedzi w tym roku półtora miliona ludzi. Trochę się machnęli w obliczeniach, bo już wczoraj w okolicach plaży było z dziesięć milionów i choć mieszkamy sto metrów dalej, to wracaliśmy do domu tiptopkami dobre półtorej godziny.

A poza tym wszystko w normie. Przedwczoraj na kolację w zagajniku przyszło piętnaście szopów i sto miliardów wiewiórek. Oraz Park Ranger, który powiedział, że karmimy na własną odpowiedzialność. I jeszcze dodał, że nas lojalnie uprzedza, iż szopy są nieprzewidywalne i gdy się skończy jedzenie, to mogą się na nas rzucić.
- Ciekawe, czy nas zawloką do nory, czy pożrą na miejscu – mruknął Bazylek.

No, ciekawe.


 
2009-07-23 19:04:18 skomentuj (8)
z życia badaczy fauny i flory ameryki północnej

Od ponad dwóch tygodni pochłania nas wytężona praca badawcza. Prowadzone na terenie Stanley Parku badania koncentrują się na żywieniowych nawykach Procyon lotor czyli szopów. Swoją drogą, przyjemne to zajęcie.

Kiedy wjeżdżamy do zagajnika i zaczynamy wypakowywać wory z paszą, w ekosystemie rozpoczyna się pospolite ruszenie. Z wody, lądu i powietrza nadciągają wszelkiej maści stworzenia spragnione jedzenia oraz dobrego słowa. Że wymienię tylko kaczki, gęsi, kruki, mewy, gołębie, wiewiórki, czipmanki, skunksy oraz oczywiście szopy.
- Ja pierniczę – wzdycha wtedy Bazylek – to jest jak w jakiejś bajce.

Ano, jest. I to bardzo pojechanej bajce. Ja mam każdorazowo skojarzenia z Arabelą albo inną Fantagiro. Ale do rzeczy. Wywieźliśmy już z domu do parku około trzech ton jadła wszelakiego, toteż pora na pierwsze podsumowania.

Szopy wtranżalają:
winogrona czerwone bezpestkowe,
szynkę gotowaną,
krakersy zbożowe,
indyka wędzonego,
bajgle sezamowe,
batoniki O Henry.

Szopy jedzą:
suszone śliwki,
kandyzowane brzoskwinie,
bagietkę,
banany,
serek wiejski,
rodzynki. 

Szopy nie tkną:
papryki,
kalafiora,
żółtego sera,
pomarańczy,
ogórka,
ziemniaków,
gofrów,
pomidorów,
chrupków tostitos
kukurydzy,
porzeczek.

Z naukowej rzetelności wspomnę, że wszystkie niespożywcze dla szopów specjały ochoczo wciągane są przez kruki, które toczą z szopami zażarte boje o każdy kęs. I tak jakby ze sobą przy tym gadały.

A może mi się zdawało. 


 

2009-07-16 17:35:36 skomentuj (7)
bazylek jest w formie

W niedzielny poranek wybraliśmy się na wyprawę w Góry Trochę Skaliste. Przybywszy na miejsce, po raz kolejny zaniemówiliśmy, gdy wokół nas roztoczyły się rajskie widoki, czyli górskie szczyty zanurzone w chmurach, bezkresne połacie oceanu, szemrzące górskie strumyki czy orłów cienie na lazurowym niebie.

Zaniemówili wszyscy poza Bazylkiem, który opisane cuda przyjmował na miękkie bloki, żeby nie powiedzieć, że z rutyniarskim znudzeniem.
- Popatrz tylko na te góry – usiłowaliśmy podkręcić atmosferę. – Wiele z nich to tereny niezdobyte, można powiedzieć, że dziewicze.
- A co to znaczy? – spytał Bazylek.
- No, że nie stanęła na nich ludzka stopa – pospieszyłem z wyjaśnieniem.
- To moja konsola Pe Es Dwójka już nie jest dziewicza – oznajmił Bazylek.
- Słucham? – spytałem zaskoczony.
- No, bo na nią nadepnąłem w zeszłym miesiącu – wyjaśnił Bazyliszek.

Wszystko jasne.
 


2009-06-30 19:33:26 skomentuj (6)
załamka

W samo południe udaliśmy się do trzypiętrowego sklepiczku sieci HMV, ażeby sprawdzić, czy przypadkiem nie mają tam jakichś płyt System Of A Down, Drowning Pool lub Linkin Park, czyli najnowszych muzycznych fascynacji Bazylka.
Pobieżny przegląd sklepowych regałów pozwolił na ustalenie, iż w bieżącej sprzedaży znajduje się osiemset pięćdziesiąt sześć tytułów SOAD, dwieście osiemdziesiąt cztery albumy Drowning Pool oraz pięć tysięcy dwieście sześćdziesiąt cztery pozycje Linkin Park.

Nie mogąc się zdecydować na zakup jednego konkretnego tytułu, chwilowo poniechaliśmy i przystąpiliśmy do odsłuchiwania najnowszego albumu Black Eyed Peas.
- Nie wierzę – powiedział Bazylek po pierwszym kawałku.
- Zgroza – dodał po drugim.
- To nie oni – stwierdził po odsłuchaniu trzeciego.
Po czwartym tylko na mnie spojrzał zbolałym wzrokiem.
- Jak mogli? -  jęknął, gdy wybrzmiała piąta piosenka.
- Ale załamka, dalej nie zamierzam tego słuchać – oświadczył po szóstym utworze i odwiesił słuchawki. – To dla mnie koniec Black Eyed Peas – dodał.

Dla mnie też.


 
2009-06-27 07:06:28 skomentuj (2)
orzeł wylądował

Dwudziestego pierwszego dnia czerwca o godzinie szesnastej osiemnaście czasu lokalnego (siedem minut przed planowanym przybyciem), na Vansterdam International Airport wylądował samolot odrzutowy Douglas MD-11 należący do Królewskich Linii Lotniczych Niderlandów. Na pokładzie, pośród setek innych pasażerów znajdował się Bazylek, z
nany też jako DJ-Micha.

Oj, będzie się działo.



2009-06-23 19:17:11 skomentuj (0)
bazylek się stacza

Bazylek poszedł w ślady swojego ojca i został rowerowym freakiem. Wczoraj, w towarzystwie innych rowerowych freaków udał się na góreczkę przy ul. Miodowej, ażeby sobie pouprawiać downhill. W trakcie uprawiania downhillu, niespodziewanie Bazylek oraz jego Kross, niezależnie od siebie stoczyli się ze zbocza.

W obliczu rozciętego łuku brwiowego, spuchniętej twarzy, rozlicznych ran cięto szarpanych oraz podejrzenia złamanych żeber, pacjenta zatrzymano na noc w szpitalu. Pełniejsza relacja na www.kupricz.blog.pl

Doniesiono mi też, że Bazylek usiłował sprawę tę przede mną zatuszować.  A przynajmniej starał się nie dopuścić do upubliczniania wersji, jakoby jeździł bez kasku. Bo mu o ten kask głowę suszyłem nie raz, nie dwa i nie tysiąc.

Kiedy mnie się w dziecięctwie zdarzały się wywrotki na moim rowerku Pawiku, też zwlekałem z okazaniem się Mateczce. Ale nie ze strachu, tylko w celu utoczenia z kolan i łokci więcej krwi.

Razu pewnego, przy Spółdzielczej zrobiliśmy zawody, kto dalej zajedzie na rowerze z zamkniętymi oczami. Ja wygrałem, tyle że na końcu przyrżnąłem w krawężnik i się oczywiście obaliłem, rozbijając sobie oba łokietki i oba kolanka.

Podniósłszy się z kurzu ulicy, przysiadłem na ławce obok klatki schodowej i czekałem aż się porządnie zaleję krewką. A ponieważ coś to słabo szło, zmuszony byłem trochę pościskać i poszarpać świeżo pozyskane ranki.

Kiedy jucha kolanowa doszła do skarpetek, zaś łokciowa do nadgarstków, wziąłem mojego wiernego Pawika na ramię i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku powlokłem się do mieszkania. Gdzie jako ciężko ranny, natychmiast zostałem ułożony na wersalce w dużym pokoju, troskliwie opatrzony i obłożony czekoladami, pomarańczami oraz flaszami z oranżadą, względnie złotą rosą.

Piękne to były czasy.
 


2009-04-12 02:07:45 skomentuj (10)
gienialny wacuś

W ramach szeroko pojętej edukacji muzycznej postanowiłem Bazylka zapoznać z najwcześniejszymi perłami polskiego big beatu. W tym celu ściągnęliśmy kilka najlepszych evergreenów. Na pierwszy ogień poszły: A ja sobie gram na gramofonie (Mieczysław Fogg, niesamowita wersja), Gienialny Wacuś oraz A u mnie siup, a u mnie cyk (obydwa w wykonaniu Adolfa Dymszy) i na wielki finał mój absolutny faworyt Co ja zrobię, że mnie się podobasz (kurcze, zawsze myślałem, że to Aleksander Żabczyński, a to jest przecież Zbigniew Rakowiecki).

Bazylek przyjął te rewelacje na miękkie bloki, po czym mi zaimponował, bo oświadczył, że riff z Wacusia wrzuca sobie na komórkę jako główny dzwonek.

Nikt takiego nie będzie miał.
 

 

2009-03-12 23:59:02 skomentuj (9)
rozmowy przez ocean (odsłona kolejna)

- Kochasz mnie? - spytał Bazylek znienacka.
- Jasne - odpowiedziałem ostrożnie, wietrząc jakiś fortel.
- To ci przypominam, że się zbliżają Walentynki - Bazylek odsłonił swoje prawdziwe intencje.
- Też ci przypominam, że się zbliżają Walentynki - odparłem zaczepnie.
- Pamiętam - skomentował Bazylek. - I już teraz składam ci najserdeczniejsze życzenia.
- To ja też ci składam najserdeczniejsze życzenia - odpowiedziałem.
- Jak uważasz - stwierdził Bazylek. - Ale gdybyś się lepiej postarał, to ja mógłbym się zastanowić nad jakimś wsparciem dla ciebie na jesień życia.
- Jestem ci szczerze zobowiązany - odrzekłem. - Dlatego gdy będziesz mnie w przyszłości odwiedzał w moim biurowcu, to powiem portierowi, żeby ci pozwolił zostawiać na firmowym parkingu twój supermarketowy wózek z dobytkiem...

I tak się przekomarzaliśmy przez parę minut.
Ale wcale nie jest mi przesadnie wesoło.

Ha.


2009-02-10 20:28:58 skomentuj (12)
rozmowy przez ocean - reaktywacja

- Jakbyś zobaczył Zanussiego ostatnio u Wojewódzkiego to byś wiedział, że nie jesteś trudny - oświadczył Bazylek, kiedyśmy sobie dzisiaj gawędzili na gadulcu.

Ja? Trudny?

2008-10-15 23:07:45 skomentuj (55)
holy man

- Weź mi zapudruj tą brodę, bo nie wytrzymam – powiedział dziś Bazylek po wstaniu z łóżka.
- Co, już ci się nie podoba? – spytałem.
- A przestań, myślałem, że z tą rozwaloną brodą będę wyglądał jak juma, a wcale tak nie wyglądam.
Ale po kolei.

Broda rozwaliła się podczas kąpieli w basenie w hotelu w Egipcie,  dokąd się Bazylek udał w towarzystwie swojej Rodzicielki oraz Babci Nie-frytki. Poza rozwaloną brodą Bazylek przywiózł stygmaty, a dokładnie jeden, wewnątrz lewej dłoni. Bliższe dochodzenie wykazało, że to tylko ostry kamień wystawał na rafie.


Poza Egiptem, moje dziecię odwiedziło między innymi Jordanię oraz Izrael, skąd nam przywiozło piękne prezenty. Dziadek, jako największy świętoszek otrzymał zestaw: Święta Ziemia z Jerozolimy – Święta Woda z Jordanu – Święty Olej z gajów oliwnych Betlejem oraz Święte Kadzidło nie wiadomo skąd.
 

Reszta rodziny otrzymała kunsztowne bransoletki.


2008-07-17 11:26:10 skomentuj (22)
z ufnością i nadzieją patrzymy w przyszłość polskiej piłki

Dziś, popołudniową porą, kiedyśmy odpoczywali w pobliżu Białego Jaru, pośród wielu innych turystów ujrzeliśmy mężczyznę z niemiecką flagą na plecaku.
- Chodź mu nastukamy - zaproponowałem żartobliwie.
- Za co? - spytał zdziwiony Bazylek.
- Za jutro - odparłem.

- Za jutro to zgoda - stwierdził Bazyliszek.


2008-06-07 19:03:46 skomentuj (29)
niech się święci pierwszy czerwca

- To jest chamstwo - oświadczył Bazylek po powrocie ze szkoły. - Niektórzy to z przeproszeniem srają pieniędzmi.
- Co cię tak zbulwersowało? - spytałem z troską.
- Wiesz co Patryk dostanie na dzień dziecka? Quada! Co to za sprawiedliwość, że jedni śpią na ulicy a inni dostają quady. I to będąc dziećmi.
- Taka już jest konstrukcja świata - odparłem wymijająco. - A tak z ciekawości, to do której grupy ty się zaliczasz? - zainteresowałem się.
- To zależy, z której strony spojrzeć - stwierdził Bazylek. - Na wycieczce do Skalnego Miasta miałem osiemset koron i Kamil powiedział, że to ja sram kasą. Więc to jest względne...

Ha, Bazylek nie dostał w tym roku quada. Ale pośród innych pięknych prezentów otrzymał bardzo pouczający podarek czyli wiatrówkę lider-2. Z klauzulą PG, czyli Parental Guidance, czyli nie do ręki, czyli że będziemy strzelać razem. 
Znając swoje dziecko, spodziewałem się, że po pierwszym spudłowanym strzale nastąpi wiącha typu dupa, gówno, dupa, a wiatrówka z hukiem oraz pokrzywioną lufą wyląduje w pobliskich krzakach. Stało się inaczej, bo nie było żadnego pierwszego spudłowanego strzału. Bazylek wziął karabinek, obejrzał go dokładnie, po czym odszedł na przepisową odległość, złożył się do strzału i trachnął tak, że z puszki, która była naszym celem, zostały wióry.  I tak przez całe popołudnie.

Mój tytuł króla strzelców jest poważnie zagrożony.


2008-05-29 21:21:39 skomentuj (14)
...gablota mota na opony wstęgę szos...

- Masz strasznie karkowski samochód - stwierdził Bazylek oglądając mojego nowego Fordziaka. - A czemu niby mają służyć te dwie rury? - dopytał po bliższych oględzinach zadniej części pojazdu.
- Nie wiem - odparłem szczerze. - Giermaniec zamontował, to i są. Podobnie jak spojler i podwyższona dupa.
- Aha - przyjął do wiadomości moje wyjaśnienia Bazylek. 

- Dobrze jeździsz jak na kogoś, kto usiadł za kółkiem na starość - przemówiło moje dziecię podczas krótkiej wyprawy na Pogórze Kaczawskie, gdziem dokonał cudów rajdowego powożenia bolidem - ale musisz pamiętać, że nie wozisz kartofli tylko ludzi - dodał z rozbrajającą szczerością.

Dyletant.

2008-05-06 23:17:29 skomentuj (11)
a.c.i.d.

Kiedyśmy w szampańskich humorach powrócili od Najlepszej z Dentystek, w moim domu rodzinnym zastaliśmy tylko Dziadka, który nas poinformował, że pod naszą nieobecność Babcia się ulotniła do fryzjera. Co nałożyło na Dziadka zaszczytny obowiązek zrobienia kawy oraz pokrojenia ciasta. Co w konsekwencji przyprawiło go o silnego stresa oraz obniżony nastrój. Co z kolei sprawiło, że gdy Babcia w końcu przybyła z fryzjerni, Dziadek siedział przy stole z zaciętą miną i posyłał w stronę Babci mordercze wzroki.
- Dlaczego jesteś taki skwaszony? - spytała Babcia, na co Dziadek nie odrzekł nic.
- Dlaczego dziadek jest taki skwaszony? - tym razem Babcine pytanie skierowane było do Bazylka.
- Nie wiem - odrzekł Bazyliszek, uprzednio przełknąwszy kawał ciasta - może zjadł kwasa...

   
2008-04-25 09:52:08 skomentuj (11)
zęby, jak kobiety...

Nadeszła pora na kontrolne odwiedziny u Najlepszej z Dentystek. W trakcie obiadu poprzedzającego to zdarzenie wdaliśmy się w sympatyczną pogawędkę. Na tematy, ma się rozumieć, stomatologiczne. Zebrało nam się przy tym na wspominki, a tak się składa że największym w rodzinie dentystycznym bohaterem jestem ja. Powróciliśmy więc na chwil parę do niesławnej akcji sprzed kilku lat, kiedym to na długie miesiące zaległ w dentystycznym fotelu, gdzie mnie drutowano, łatano, młoteczkowano, dłutowano i tak dalej... 
Wyczerpawszy pasmo wspomnień, pogrążyliśmy się w ciszy, przerywanej tylko chlupotem pomidorówki.
- Ha - z zamyślenia wyrwał nas głos Bazylka - zęby, jak kobiety, zmienne są...


2008-04-24 12:18:12 skomentuj (13)
MM czyli... powrót magicznego syropku

Bazylek od kilku dni wyraźnie słabował. Charkał, smarkał i wypluwał płucka. Przy czym ledwo dychał i pokładał się przy każdej możliwej okazji. Jak nie on.
Nadworny Medyk z ramienia NFZ, lekką ręką zapisał mu pierdyliard toksycznych lekarstw, ale Stary Druid (czyli Mła) od razu wiedział, że te wszystkie medykamenty to o kant pupy można potłuc. I pomoże tylko jedno. Czyli Magiczny Syropek o tajnej i wciąż ewoluującej recepturze. Toteż w piątkowe popołudnie dobyłem mojego magicznego kociołka i ukręciłem co potrzeba. Po czym, po wielokroć przylałem dziecku swemu niedobremu.

W sobotę nastąpił przełom oraz pierwsze pyskówki, natomiast w niedzielę, bladym świtem Bazylek dziarsko wyskoczył z barłogu, po czym wrąbał monstrualnych rozmiarów śniadanie, po czym, w formie praktycznej przedstawił nam pełny program trójboju silowego, po czym zażądał wyprawy w góry (a w ostateczności wycieczki rowerowej). Ledwiem go poskromił. 
I - dla utrwalenia uzyskanego efektu - przegnilim dzień cały w lokalu mieszkalnym, rozwiązując tybetańskie testy osobowości i pogrywając w tribonda, scrabble oraz pokerka.  

Natomiast wieczorową porą, jako urodzony efekciarz, zażadałem tak zwanej śmietany, czyli zaszczytów.
- Co? - spytałem prowokacyjnie. - Wyleczył cię tatuś po raz kolejny, tak? Jest ze mnie w końcu Merlin, tak czy nie?
- Chyba Merlin Monroł - butnie odrzekł Bazylek. - Gdyby nie mukosolwan, to bym nigdy nie przestał kaszleć.

Zamilcz, ty moronie ty.


2008-04-14 00:54:20 skomentuj (17)
bazylek wypowiada się w kwestii kryzysu polskiego szkolnictwa podstawowego

Wieczorową porą Bazylek zasiadł w fotelu z najnowszym numerem Przekroju i prawie natychmiast zatopił się w lekturze artykułu traktującego o mizernej kondycji krajowego systemu edukacyjnego.
 - Ale zagadali - przemówił w pewnej chwili. - Tu jest napisane: nauczyciel nie ufa uczniowi, że nauczył się czegokolwiek w zerówce. Pewnie, że się nie nauczył, bo zerówka to ściema i pitolenie. I niczego się tam nauczyć nie można. Wiem, bo byłem.

Ja nie byłem.
Powiedzieli, że jestem za mądry i się nie kwalifikuję, więc poszedłem od razu do pierwszej klasy.
Ha.

 
2008-03-29 18:14:10 skomentuj (17)
łańcuch pokarmowy

Wszystko zaczęło się od Naszego Psa, który dziś podczas śniadania podciągnął ze stołu i bez mrugnięcia pochłonął kromala z pasztetem, ogórkiem konserwowym i ketchupem. Wtedy podzieliłem się z zebranymi luźną refleksją:
- W dzieciństwie myślałem, że jest taki system - psy jedzą koty, koty jedzą myszy, a myszy jedzą ser.
- A chińczycy jedzą psy - dodał Bazylek - więc pośrednio jedzą ser i dlatego są żółci. Nie myślałeś tak czasami w dzieciństwie? - zakończył sarkastycznie.

Wyhodowałem żmiję.

2008-03-15 10:52:43 skomentuj (27)
trzydzieści dziewięć i pół

- Jak ona może go wywalać z nie swojego mieszkania? - zdenerwowałem się podczas wczorajszej projekcji.
- A idź ty, strasznie grubymi nićmi to szyte i nieprawdziwe psychologicznie - odparł Bazylek. - A poza tym, od pierwszej chwili wiadomo, że na końcu się zejdą. Ale dobrze, że nareszcie ktoś kręci filmy o takich starych pankowcach. Jak ty - dodał z wieloznacznym uśmieszkiem.
- Muszą się zejść? Ta pankówa fajna - stwierdziłem.
- Bardzo fajna - zgodził się Bazylek - ale on na starość ma ciśnienie na powrót do żony.
- Ojej, a jak zostanie krawaciarzem albo golfistą - zmartwiłem się.
- A ty zostałeś? - odparował Bazylek. - Takie typy nie zostają krawaciarzami.
Pewnie, że nie zostają.


P.S. Maślana nie ma takich problemów.
A już tym bardziej Czesio.


2008-03-05 13:04:44 skomentuj (25)
opowieść o tym, jak to gnidy dworskie wtrąciły osławionego zbójnika bazylka do lochu

- To są jakieś średniowieczne kary - jęknął Bazylek. - Tydzień sprzątania piwnic? No i co? Skończę lekcje, pójdę sprzątać te cholerne piwnice i po dniu. Dobrze że chociaż Arek musi sprzątać ze mną...
Ale od początku.
W ubiegły piątek Bazylek poinformował mnie, że jedno z rodziców jest proszone o przybycie na solo z panem wychowawcą. Ja - wiadomo - za morzem, miliardy kilometrów od BC, toteż wspomniany zaszczyt przypadł Bazylkowej Rodzicielce. Jednak dla porządku przeprowadziłem skajpowe przesłuchanie.
- Po kolei - poprosiłem.
- No więc Kuba rzucił we mnie papierkiem, ja rzuciłem w Arka, on mi zabrał piórnik, ja mu zabrałem piórnik, on mnie popchnął, ja go popchnąłem i przyszła Pani Siewierska i nas rozdzieliła. I to był koniec pierwszej rundy. Potem była lekcja a potem kolejna przerwa. I cała Piąta A nakłaniała Arka do bójki, a ja sobie w tym czasie spokojniutko stałem pod ścianą. I on się w końcu dał namówić i podszedł i mnie uderzył w ramię, więc go walnąłem w ryja. I przyszła Pani Siewierska i nas zabrała do dyrektora.

- Do wicka, czy do głównego? - przerwałem Bazylkową opowieść.
- Do głównego - odparł.
- Krzyczał? - zadałem kolejne pytanie.
- On nigdy nie krzyczy - stwierdził Bazylek. - Tylko powiedział, że nas przekazuje do dyspozycji wychowawcy i że mają przyjść rodzice.
- A wychowawca co? - zaciekawiłem się.
- Powiedział że nie chce sobie przez nas psuć weekendu, że nie chce nas widzieć i że nie chce mu się z nami gadać... Ale rodzice mają przyjść w poniedziałek. Więc powiedziałem mamie i mi profilaktycznie dała szlaban na telewizor, komputer i kolegów - dokończył swą historię Bazylek. - Przytłacza mnie to wszystko - dodał po chwili. - Chyba wezmę i się powieszę...
- Przestań - powiedziałem zaniepokojony. - Niedługo wracam, zaczekaj na mnie...
- No i co? - spytał Bazylek - Razem się powiesimy?

Hmmm. 


2008-01-30 21:52:32 skomentuj (12)
bazylek poucza

- Weź i wracaj do Polski, bo już gadasz jak jakiś kark - przemówił Bazylek, kiedyśmy się wczoraj skomunikowali, korzystając z dobrodziejstwa skajpa. - Przyjedziesz mi tu i będziesz chodził w dresie i tak gadał i mi robił wstyd.
- Ale o co ci się rozchodzi? - spytałem zaskoczony.
- No tylko sam siebie posłuchaj - odparł Bazylek. - W rozmowie o bearshare trzy razy powiedziałeś ściągnęłem.
- Ja powiedziałem ściągnęłem? - zdziwiłem się.
- A co, ja? - usłyszałem w odpowiedzi. - Z kim ty się tam kontaktujesz? Z jakimiś nurkami?
Też coś. Z żadnymi nurkami.

Z Polonią.

 
2008-01-13 22:56:39 skomentuj (25)
komercha ordynarna
bazylki na papierze

bad-mail
listy do badmo'